Zaiskrzyło srebrzyście pod stopami
Białe płatki cicho lecą z nieba.
Wirują, kołyszą się nad nami,
Czego Ci, Maleńki, potrzeba?

Ewa odłożyła pióro i jeszcze raz spojrzała na zapisaną kartkę. Chciała, aby wiersz był
ciepły i serdeczny, podobnie jak święta Bożego Narodzenia, a tymczasem pierwsza strofa
niosła zaskakujące pytanie.
– Jutro dokończę – szepnęła, a jej głos odbił się echem od pustych ścian. Wstała od stołu i
zapaliła świeczkę. W myślach nazywała ją fałszywą zapowiedzią nastroju. Odkąd Jan
wyjechał w Himalaje na trekking, udawała, że żyje, od rana do wieczora pracując w biurze
miejscowego domu kultury. Dopiero po powrocie do domu, zrzucała radosną maskę i
poddawała się tęsknocie. Podeszła do okna i odchyliła zasłonę. Na mroźnym niebie
migotały gwiazdy. Dzieci sąsiadów lepiły bałwana, towarzysza zimowych zabaw. Nawet
nie zauważyła, kiedy cisza wprowadziła się na stałe do domu. Włączyła telewizor z
nadzieją, że znajdzie w nim pocieszenie. Jej uwagę przykuł pasek wiadomości u dołu
ekranu. – Liczba ofiar śmiertelnych w Nepalu jest wciąż nieznana. Wstrząsy tektoniczne
wywołały w Himalajach potężne lawiny. W obozie głównym pod Mount Everest przebywało
kilkudziesięciu wspinaczy, w tym dwie grupy z Polski. Ratownikom nadal nie udało się
dotrzeć do poszkodowanych… – czytając, zawiesiła głos w połowie zdania i natychmiast
wybrała w telefonie numer do męża. Za pierwszym i każdym następnym razem
odpowiadał jej głuchy, przerywany sygnał.

Ziarna piasku przesypujesz w palcach,
uciekają w przeszłości czas.
Gdyby Ciebie w Betlejem zabrakło,
kto przy stole połączyłby nas?

Od paru chwil Ewa wpatrywała się w przełożoną, z napięciem oczekując jej decyzji.
Trwanie w niepewności i liczenie na jakąkolwiek już wiadomość z Nepalu sprawiło, że
wyglądała jak wrak człowieka. Dyrektorka dała jej tydzień wolnego, ale teraz, przed
świętami, plan zajęć w domu kultury był tak napięty, że potrzebowała każdej pary rąk do
pracy.
– Początkowo miałam wiele wątpliwości co do twojego pomysłu – odezwała się w końcu. –
Nie wierzyłam, że w Wigilię przyjdzie ktoś na spotkanie. Tymczasem zgłosiło się
kilkanaście osób chętnych do wspólnego kolędowania. – Spojrzała twardo na Ewę.
Uważała, że dziewczyna musi wziąć się w garść. – Nie możesz ich teraz zawieść.
Pozostało dziesięć dni, aby dopiąć przygotowania na ostatni guzik.
– Nie dam rady – Ewa spuściła głowę. – Po śmierci rodziców miałam tylko Janka, a teraz…
– rozpłakała się.
– Obiecuję, że ci pomogę. – Podeszła do niej i objęła ramieniem. – Ale to ty jesteś
inicjatorką wydarzenia, i najlepiej wiesz, jak je zorganizować. Nie zawiedź tych ludzi.

Wieczór ciepły od świec i uśmiechu,
choć za oknem pejzaż skuty lodem.
Grają dzwonki w saniach Mikołaja,
dam Ci serce i piernika z miodem.

Kiedy wpadła na pomysł zorganizowania opłatka dla samotnych, przenikliwy listopadowy
wiatr targał wierzbą rosnącą za oknem, a Jan przygotowywał się do wyjazdu.
Osiemdziesięciolitrowy plecak stał odwrócony w kącie pokoju, by nie widzieć ich tkliwego
pożegnania.
Mama, gdyby jeszcze żyła, powiedziałaby, że na pierniki jest zdecydowanie za późno.
Tydzień przed świętami, w kuchni spowitej delikatną mgiełką z mąki, Ewa wyjmowała z
piekarnika ostatnią porcję wypieków. Wszystko wokoło miało zapach miodu i przyprawy
korzennej. Otrzepała ręce w fartuch i sięgnęła po telefon. Nadzieja, że z drugiej strony
zamiast ciszy usłyszy głos męża, dodawała jej sił.

Dziecko pierwszej gwiazdki wypatruje,
pozostawia swój oddech na szybie.
Jest czar życzeń i opłatek w naszych dłoniach,
dodatkowe nakrycie dla Ciebie.

– Czwarty tydzień. – Lekarz nie podnosząc głowy, odnotował informację w karcie pacjenta.
– To pani pierwsza ciąża? – spytał, sięgając po wydrukowaną receptę. Nie doczekawszy
się odpowiedzi, spojrzał na pacjentkę. – Źle się pani czuje?
Ewa, ze łzami w oczach, pokręciła głową. Przecież nie mogła mu powiedzieć o strachu,
który coraz częściej zaciskał pazury wokół jej szyi.
– Nie. Dziękuję. – Wstała automatycznie, by nie przedłużać wizyty. Na ugiętych nogach
podeszła do drzwi. – Do widzenia – wyszeptała.

Tańczą lampki wśród gałązek świerku,
płyną z ust kolęd starych melodie.
Stos prezentów ukrył się w worku,
w taką noc pamiętamy o Tobie.

W kameralnej sali domu kultury królowała choinka, przystrojona w biel i srebro. Z
głośników rozbrzmiewały tradycyjne kolędy.
Ewa stała w drzwiach, witając przybyłych gości. Uśmiechali się, trochę niepewnie, jakby
wciąż nie wierzyli, że wspólnie zasiądą do wigilijnego stołu.
– Dwanaście potraw! – Jedna ze staruszek ucieszyła się jak dziecko. – To takie piękne.
– I opłatek jest… – W oku siedzącego obok mężczyzny zakręciła się łza. Już drugi rok
mijał, odkąd w płonącym domu stracił całą rodzinę.
– Prezenty! – Pięcioletni chłopczyk wyrwał się starszej siostrze i usiadł przy choince. Ich
rodzice zginęli tej jesieni na niestrzeżonym przejeździe kolejowym.
– Chyba nas zasypie. – Roześmiał się ostatni z gości, strzepując z płaszcza białe płatki.
Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak radował go śnieg.
Ewa czuła ucisk w gardle. Do niedawna sądziła, że samotność towarzyszy tylko starcom.
A tymczasem przy stole zebrali się ludzie w różnym wieku.
– Drodzy państwo, w imieniu domu kultury dziękuję, że zechcieliście spędzić wspólnie ten
świąteczny wieczór – odezwała się ze wzruszeniem. – Zapraszam więc do wieczerzy!
Kiedy śpiewali kolędy, Ewa postanowiła na zdjęciach uwiecznić klimat Wigilii. Wyjęła
telefon z torebki i wstrzymała oddech. Na wyświetlaczu widniało pięć nieodebranych
połączeń z tego samego numeru. Znała go na pamięć. Oddzwoniła, wybiegając z sali.
– Halo! – Krzyknęła do słuchawki. Z drugiej strony odpowiedziała jej seria trzasków. – Jest
tam ktoś? Halo…
Dopiero po chwili usłyszała zniekształcony głos. Prawie go nie poznała.
– Żyję, Ewuś… – Głęboki kaszel wdarł się między słowa. – Czekaj na mnie. Już niedługo.

***

autorka opowiadania: Izabela Szymczak
autorka grafiki: Tosia Szymczak
Reklamy