Depresja, schizofrenia, alkoholizm, a także przypadłości weneryczne oraz gruźlica to najczęstsze choroby, na jakie natrafiają biografowie śledzący losy wielkich pisarzy. Czy można znaleźć dla nich wspólny mianownik? Czy talent literacki wiąże się z predyspozycjami do pewnych schorzeń?

 

Szwedzcy naukowcy z renomowanego Instytutu Karolinska w Sztokholmie po przebadaniu aż 1,2 miliona osób ogłosili, że osoby wykonujące zawód wymagający kreatywności, a zwłaszcza pisarze, częściej niż inni cierpią na zaburzenia psychiczne: depresję, zaburzenia lękowe, chorobę dwubiegunową, schizofrenię. Pisarze częściej uzależniają się też od alkoholu i narkotyków i dwa razy częściej w porównaniu z resztą populacji popełniają samobójstwa. Zdaniem badaczy zaburzenia psychiczne mogą być niejako wyzwalaczem kreatywności, czy wręcz geniuszu. Myślenie schizofreniczne rozbudza wyobraźnię i może wnieść do dzieła wiele oryginalności. Faza maniakalna choroby dwubiegunowej wiąże się z wyjątkową koncentracją i determinacją towarzyszącą pracy twórczej, natomiast fobie społeczne o różnym nasileniu – od łagodnej introwersji do pełnoobjawowego zespołu Aspergera – mogą wywoływać frustrację i sprawiać, że osoby nimi dotknięte szukają ujścia negatywnych emocji w literaturze.

 

Efekt Sylvii Plath

 

Amerykańscy naukowcy wysunęli jeszcze dalej idące wnioski – wśród pisarzy najbardziej zagrożeni zaburzeniami psychicznymi są poeci, a zwłaszcza poetki. Dla teorii tej stworzono nawet odrębną nazwę, a mianowicie – „efekt Sylvii Plath”. Jak wiadomo, artystka ta, zaliczana do grona poetów wyklętych, cierpiała na chorobę afektywną dwubiegunową. Pierwszy ciężki epizod depresyjny i związana z nim próba samobójcza miały miejsce już podczas pierwszego roku jej studiów. Była wówczas hospitalizowana i poddano ją terapii elektrowstrząsami, co sugestywnie opisała w autobiograficznej powieści Szklany klosz.  W późniejszym życiu, pomimo leczenia antydepresantami, Sylvia kilkakrotnie podejmowała próby samobójcze, aby ostatecznie zatruć się gazem w 1963 roku, wieku 30 lat. Ze wspomnień jej bliskich wiemy, że była osobą nieprzewidywalną, impulsywną i cechującą się zmiennością nastrojów.

Zmagania z chorobą dwubiegunową zdominowały także życie Virginii Woolf. Ta angielska pisarka i feministka popełniła samobójstwo w wieku 59 lat, skacząc do rzeki z kieszeniami wypełnionymi kamieniami. „Znowu ogarnia mnie szaleństwo. Czuję, że tym razem nie wyzdrowieję. Zaczynam słyszeć głosy i nie mogę się skoncentrować. Więc robię to, co wydaje się najbardziej odpowiednie. Dałeś mi całą możliwą radość. Byłeś tak bardzo, jak tylko ktokolwiek mógłby. Nie wierzę, by dwoje ludzi mogłoby być bardziej szczęśliwych, dopóki nie pojawia się ta straszna choroba. Nie mogę już dłużej walczyć, wiem że psuję twoje życie, że beze mnie mógłbyś pracować. I będziesz” – napisała w pożegnalnym liście do męża. Załamania nerwowe i próby samobójcze przechodziła w swoim życiu kilka razy.

 

Religia jako antidotum na ból duszy

 

Na chorobę afektywną dwubiegunową cierpiał prawdopodobnie również Lew Tołstoj. O ciężkich stanach depresyjnych autora Anny Kareniny napisano wiele, ale z drugiej strony wiadomo też, że miał on w swoim życiu okresy intensywnej rozpusty (czego konsekwencją było m.in. zachorowanie na kiłę). Według współczesnych psychiatrów świadczy to właśnie o zaburzeniu dwubiegunowym, w przebiegu którego okresy smutku i przygnębienia przeplatają się z okresami euforii i wzmożonego popędu seksualnego. Tołstoj ukojenia dla swojego smutku i silnych lęków szukał w religii. Nie potrafił jednak zaakceptować ideologii chrześcijańskiej i stworzył własną koncepcję religijno-społeczno-etyczną. Ponieważ odrzucił oficjalną religię prawosławną, został ekskomunikowany przez Cerkiew. Udało mu się jednak pokonać demony własnej psyche i zmarł na zapalenie płuc, podczas podróży pociągiem, na niewielkiej stacji kolejowej, w wieku 82 lat.

Kolejną ofiarą choroby dwubiegunowej był Ernest Hemingway. Według różnych biografów cierpiał on na kliniczną depresję, uzależnienie od alkoholu, psychozę maniakalną, urojenia prześladowcze i co najmniej dwa zaburzenia osobowości: narcyzm i chwiejność emocjonalną (borderline). Wszystko to składa się na złożony obraz choroby dwubiegunowej. Pisarz popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę ze strzelby, w wieku 62 lat. Współcześni badacze są przekonani, że zaburzenia psychiczne Hemingwaya były uwarunkowane genetycznie – życie odebrali sobie też ojciec i wnuczka pisarza. Autorowi Komu bije dzwon, choć był pełnym wigoru hedonistą (miał czteryżony), obsesja samobójstwa towarzyszyła od wczesnych lat. Już jako młody chłopak napisał opowiadanie, w którym bohater, osaczony przez wilki, pozbawia się życia. Co prawda, w rozmowach z przyjaciółmi ostro potępiał samobójstwo, ale depresja okazała się silniejsza niż głoszone poglądy. Zresztą Hemingway zawsze wykazywał skłonności do autodestrukcji – pił na umór i narażał się na różne niebezpieczeństwa i obrażenia. Skutkiem tego były choćby dwa wypadki lotnicze, którym uległ.

 

Tragicznie niedostosowani

 

Lista wielkich literatów cierpiących na zaburzenia psychiczne jest wyjątkowo długa. Do szpitali psychiatrycznych albo zakładów dla obłąkanych trafiali m.in. F. Scott Fitzgerald, Tennessee Williams, T.S. Eliot. Naprzemienne okresy smutku i manii mieli Jack London i Edgar Allan Poe, a alkoholikami byli James Joyce, William Faulkner, Charles Bukowski i Philip K. Dick. Ten ostatni – mistrz literatury science-fiction – chorował prawdopodobnie także na schizofrenię paranoidalną.

Nieco inny „przypadek” stanowią twórcy romantycznie niedostosowani społecznie, tacy jak Jonathan Swift, John Milton i Emily Brontë. Dziś ich zaburzenia nazwalibyśmy zespołem Aspergera. Z polskich twórców zmagających się z chorobami psychicznymi i zaburzeniami osobowości można wspomnieć choćby Stanisława Ignacego Witkiewicza, Jana Lechonia, Jerzego Kosińskiego, Tadeusza Borowskiego, Stanisława Grochowiaka, Edwarda Stachurę i Rafała Wojaczka.

Wstydliwe choroby

Oczywiście, wielkich pisarzy dopadały nie tylko choroby psychiczne. Zmagali się oni również z poważnymi chorobami somatycznymi, które bez wątpienia też miały wpływ na ich psychikę i znajdowały odzwierciedlenie w ich twórczości. Takimi schorzeniami były na pewno krępujące choroby weneryczne, dosyć częste w tym gronie, gdyż wielu literatów nie stroniło od uciech cielesnych i w seksie szukało inspiracji. Według dość nowej hipotezy, na syfilis (inaczej kiłę) mógł chorować Wiliam Szekspir. Świadczy o tym m.in. obsesyjne zainteresowanie dramaturga tą chorobą oraz doskonała znajomość jej objawów i przebiegu, odzwierciedlona w jego utworach. W czasach Szekspira syfilis leczono za pomocą rtęci, nierzadko doprowadzając pacjenta do zatrucia tym pierwiastkiem. Według współczesnych badaczy wiele wskazuje na to, że Szekspir był właśnie ofiarą takiego zatrucia, czego dowodzą łysina pisarza, drżenie ciała, stany wzburzenia i wreszcie „niemoc twórcza”. Na kiłę chorowali również wspomniany wcześniej Lew Tołstoj i Stanisław Wyspiański.

Inna choroba przenoszona drogą płciową – rzeżączka – była natomiast utrapieniem Jamesa Joyce’a. U autora Ulissesa miała ona duże nasilenie i wyjątkowo uciążliwy przebieg. Początkowo terapia pisarza polegała na moczeniu członka w roztworze nadmanganiamu potasu, ale niestety niewiele to pomogło i szybko doszło do rozwoju zaawansowanej postaci choroby, a chlamydie (drobnoustroje odpowiedzialne za powstanie rzeżączki) zaatakowały stawy i oczy Joyce’a. Bazując na aktualnej wiedzy medycznej, można przypuszczać, że u pisarza doszło do ujawnienia się, pod wpływem infekcji chlamydiami, choroby autoimmunologicznej. Literat przeszedł 11 bolesnych i wyczerpujących operacji oczu, aż ostatecznie stracił wzrok. Zmarł w wieku 59 lat na zapalenie otrzewnej.

Paniczne duszności

 

Równie dotkliwe są przewlekłe choroby układu oddechowego. Silne duszności i uczucie braku tchu mogą wywoływać ostre stany lękowe, a te znajdować odzwierciedlenie w twórczości. Wśród chorób układu oddechowego prym wiedzie – jeśli chodzi o częstość występowania w gronie pisarzy – gruźlica. Ta prawdziwa zaraza czasów wiktoriańskich zabijała 1% populacji angielskiej rocznie i nie ominęła rodziny Brontë. Na gruźlicę zmarła cała szóstka pisarskiego rodzeństwa. Wskutek wyniszczenia gruźlicą zmarli również Anton Czechow (w wieku 44 lat), Franz Kafka (w wieku 40 lat) i George Orwell (w wieku 47 lat). Wszyscy trzej literaci zmagali się z chorobami układu oddechowego od dzieciństwa – zanim dopadła ich gruźlica, chorowali na nawracające zapalenia oskrzeli i częste zapalenia płuc. Spośród polskich pisarzy na gruźlicę zmarli Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński, a w czasach współczesnych – Kazimierz Ratoń. Przy okazji – kojarzony powszechnie z gruźlicą Fryderyk Chopin chorował prawdopodobnie nie na gruźlicę, lecz na mukowiscydozę, inaczej nazywaną zwłóknieniem torbielowatym. Jest to uwarunkowana genetycznie choroba polegająca na produkowaniu przez organizm nadmiernie lepkiego śluzu, za czym idzie szereg objawów m.in. ze strony układu oddechowego, zbliżonych do objawów gruźlicy. Nieco podobna historia dotyczy Stefana Żeromskiego, u którego także za życia zdiagnozowano gruźlicę. Według współczesnej wiedzy medycznej jest dosyć prawdopodobne, że autor Ludzi bezdomnych cierpiał na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, czyli postępujące schorzenie polegające na nadmiernej reakcji zapalnej tkanki płuc, wskutek czego dochodzi do ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe.

Skazani na wyobcowanie

Inną przewlekłą chorobą układu oddechowego jest astma oskrzelowa. Od dzieciństwa cierpiał na nią Marcel Proust. Pierwszy atak astmy wystąpił u niego w wieku 9 lat i od tego czasu gwałtowne napady obezwładniającej duszności wręcz rządziły życiem pisarza, skazując go na wycofanie z życia i samotność.

Spośród chorób powodujących alienację społeczną wypada wymienić także epilepsję. To choroba wyjątkowo mocno stygmatyzująca i budząca strach u reszty społeczeństwa. Cierpieli na nią George Byron, Graham Greene i Fiodor Dostojewski (a także bohaterowie jego książek, np. Braci Karamazow).

Generalnie każda choroba przewlekła, czy to dotykająca psychiki, czy też ciała, powoduje długotrwałe cierpienie, budzi frustrację, lęki i zgorzknienie. Dla osoby utalentowanej literacko takie emocje mogą być doskonałą pożywką i bodźcem do tworzenia. Czyżby zatem chorowanie było ceną geniuszu?

Reklamy